środa, 9 października 2019

Najlepszy Joker w historii kina


Joker to dramat psychologiczny na podstawie serii komiksów o psychopatycznej postaci o tym samym imieniu od DC. Zasłynął głównie przez zdobycie Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji. Czy zasłużenie? Czy warto oddać się dwugodzinnemu bezprecedensowemu szaleństwu? Warto się przekonać. Zapraszam do recenzji.  

Wobec Jokera urosły śmiertelnie duże oczekiwania. Dostaliśmy parę ciekawych kreacji tej postaci (nie wliczając w to Jokera Jareda Leto) lecz ta wydaje się być najciekawsza. Po szumnym ogłoszeniu zdobywcy nagrody w Wenecji mało kto mógł uwierzyć w jakąkolwiek przesadę tej decyzji. Wielu ludzi zastanawiało się, czy reżyser Todd Phillips, który miał na koncie wyreżyserowanie Kac Vegas, jest w stanie wykreować dumny wizerunek naszego protagonisty? Spieszę z wyjaśnieniami.  

Philips zaskoczył wiele osób tym filmem. Czuł się jak ryba w wodzie, tworząc trudną, ambitną oraz szalenie wciągającą historię. Opowiada ona o życiu Arthura Flecka i o jego drodze w stawaniu się Jokerem. Szaleńczym criminal master mindem. Idealne oparł się na minusach ludzkiej egzystencji i na doskonałym wyczuciu czasu budowanym przez ścieżkę dźwiękową.

Joker to bardzo specyficzny twór. Choć nie jest to wysoko budżetowa produkcja na miarę innych filmów DC. Jednak to właśnie umiarkowany budżet daje obłędny majstersztyk, wynosząc film na wyższy poziom. Jacykolwiek reżyserzy, tworząc filmy artystyczne, nierzadko cierpią na brak pieniędzy, żeby ich wizja reżyserska się dopięła. Natomiast Todd ma doskonałe pojęcie, co robi, co chce widzowi pokazać i jak to chce zrobić, aby nie było to prostoliniowe. Chce sprawić, aby narracja o głównym komiksowym księciu zbrodni stała się czymś unikatowym. Z jednej strony boimy się go, nienawidzimy go, a jednocześnie go kochamy. Udowadniając tym, że jego kunszt realizatorski jest bardzo niedoceniony. Widać to przez jego poczucie estetyki, opiera się on właśnie na subtelnych kreacjach postaci oraz wydarzeń. Czasem hipnotyzując tym widza jak niejeden wirtuoz kina. Jest bardzo pewien tego, co robi, wyczuwając kino w inny sposób. W wyjątkowy sposób. Nawiązuje on czasami do klasyków z lat 70. Ale nie pozwala, by to przytłoczyło jego wizję.  

Serwuje nam się opowieść o człowieku i jego społecznym końcu, który jest niejednoznaczny oraz pozostawia duże pole do interpretacji. Arthur Fleck to nie zwykły złoczyńca. Po obejrzeniu filmu możemy się zastanowić czy można go tak w ogólne nazwać. Phillipsowi nie po drodze jest wybielanie czynów, których się dopuszcza nasz protagonista. Nie robi z tej postaci takiej, którą nie jest. Jestem skłoniony do stwierdzenia, że ukazuje on jednostkę w świecie pozbawionym ogólnie rozumianej empatii ludzkiej. Jest to świetny komentarz społeczny. 

Początkowo nasz Arthur nie jest zły, jest zwyczajną osobą z problemami, która chce dobrze, ale życie na to mu nie pozwala. Wzbudza to nawet jakąś formę sympatii. Dlatego też nie jest to typowa geneza Jokera, jakiej się wielu spodziewało. Nie jest istotne to, w jaki sposób staje się złą postacią, ale istotny jest fakt, jak okrutny świat do tego doprowadził. Jak życie odebrało mu ostatnie okruchy człowieczeństwa. Choć sam chciał dobrze, jednak się zatracił w rzeczywistości. Historia ta wzbudza wiele refleksji i wiele emocji i zmusza do analizowania jej. Wiemy więc, że Arthur jest chory; być może nie wszystko, co oglądamy, jest rzeczywiste, tylko jest wynikiem urojeń?  Nie wiemy wszak co jest prawdą, a co jest kłamstwem. Wszystko jest domniemane. Co jest w prawdzie punktem narodzin Jokera? 

Reżyser skutecznie stopniuje napięcie i tworzy ciężką atmosferę poprzez wspomnianą muzykę. Tworząc w ten sposób dyskomfort u widza. Samo obserwowanie postaci i poszukiwanie w niej cząstki samego siebie, jest to fascynująca sprawa. Warto napomnieć o wspominaniu Arthura tego, że w prawdzie nigdy nie był on szczęśliwy. Lecz potem możemy wywnioskować, że dopiero bycie Jokerem daje mu w jakimś stopniu poczucie spełnienia i szczęścia. Broń Boże - nie jest to w żaden sposób pochwalane w tym filmie, ponieważ Fleck popełnia straszne rzeczy.  Nie ma wątpliwości, iż staje się on postacią okrutną i złą, wywołując grozę, lecz pozwala zrozumieć, dlaczego on to wszystko robi.  

Joker to film komiksowy. Fabuła więc osadza się w Gotham, a jedne z głównych skrzypiec odgrywa w nim  też rodzina Wayne’ów. Reżyser nie kryje się z powiązaniami do Zabójczego Żartu, gdzie ta rodzina miała duże znaczenie. Lecz nie to świadczy o komiksowości filmu. O tym świadczy duch komiksu. Jest on odczuwalny na każdym kroku narracji czy w samej postaci Jokera. Co za tym idzie, ten Joker jest niepokojący, realistyczny i przede wszystkim świeży. Wyróżnia się od innych ekranowych poprzedników swoim podłożem komiksowym. Pokazuje to, jak dobrze można tworzyć inne typy kina opartego o komiksy. 

Parę aspektów tej produkcji, jej budowa i rozwój emocjonalnych i pełnych napięcia scen zapadają w pamięć. Aż chce się powiedzieć, że to będzie film, o którym się będzie mówić latami. Warto napomnieć na zakończenie o śmiechu Phoenixa, który powoduje ciarki na plecach za sprawą samego brzmienia i kontekstu. Postać naszego protagonisty nadaje wydźwięk filmowi za sprawą kontekstów fabularnych. Jest parę scen, których nie da się zwyczajnie zapomnieć. Są momenty jakże okrutne i brutalne, które sprawiają, że widz ma wrażenie, że dostał w głowę obuchem. Te sceny działają wyjątkowo dziwnie. Bo jak nawet przemoc staje się z czasem w filmach nam obojętna, ta tutaj wpływa na nas bardzo mocno. Niewątpliwie takie sceny z widzem zostaną na długo. Joker to jednak kawał tak wyjątkowego kina, że na pewno trafi w gust nie tylko wielbicieli postaci czy obrazkowych historii.  Nie zapominajcie, że: 
,,Najbardziej niebezpieczni ludzie w społeczeństwie to ci, którzy nie mają nic do stracenia" "żyjemy w społeczeństwie"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz