wtorek, 24 września 2019

Dobra rzeźnia i jeszcze lepsza rozgrywka - Call of Duty Modern Warfare


W ostatni weekend odbyła się beta najnowszego Call of Duty, znanego jako Modern Warfare. Postanowiłem przyjrzeć się tej grze jako jej wieloletni fan. Czy zmiana silnika i powrót do korzeni Modern Warfare poprawi kulejącą markę? Przekonajmy się wspólnie.



Do testów dostaliśmy wyłącznie multiplayer. Ale że CoD multiplayerem stoi, nie czułem braku singla czy powracających operacji w co-opie. Dostępne opcje wystarczyły, bym poczuł się jak kiedyś. A kiedyś to było. Mimo, że gra odgrzewa starego kotleta, mam wrażenie, że wysmażono mi zupełnie nowego i podano go w prześlicznym sosiku z ziemniaczkami. Bronie są odpowiednio balansowane (w większości), a rozgrywka jest satysfakcjonująca. Pobawiliśmy się w trybach Team Deathmatch, Domination i Headquarters. Czyli trzech najpopularniejszych trybach w serii. O czwartym nieco później, bo jest znaczną zmianą w znanym modelu. Dostępnych trybów było więcej, ale w sumie rozgrywane były tylko te cztery tryby.

Standardowo gramy w jednej wielkiej sieczce, która przypomina starcia w oryginalnym Modern Warfare, ale z uzbrojeniem z MW2 i MW3. Mamy dostęp do bardzo dużego arsenału, ale na czas bety zablokowano poziom do maksymalnie 30. I dobrze, w okolicach połowy okresu bety już byli ludzie z poziomem 30., którzy po okolicy szpanowali swoją bronią i orali innych ludzi. Zapowiedziana kuźnia uzbrojenia to bardzo fajna rzecz, pozwala nam wprowadzić dużo modyfikacji broni, po przekroczeniu 10 poziomu broni pojawia się więcej opcji i dodatków. Możemy ich mieć tylko 5 naraz i niektóre się wykluczają wzajemnie. Wprowadzono również skórki postaci, żeby nie było wojen bezimiennych klonów, choć no nie da się tego uniknąć. Dzięki temu wojny klonów były jeszcze lepsze, bo teraz można grać postacią wyglądającą jak Dolph Lundgren albo Kapitan Price po zgoleniu wąsa i operacji zmiany płci.

No i czas przejść do ciekawej rzeczy, jaką dostaliśmy w grze. Tryb Ground War. Przypomina on bardzo mocno Podbój z serii Battlefield. Jestem tym zaskoczony, bo mam wrażenie, że gram na wycinku mapy ze Szturmu, który zamieniono w podbój, ale w stylu Call of Duty, czyli chaos, pojazdy, camping i mordobicie oraz perki i killstreaki w powietrzu. Czy wiesz, że średnio co 5 sekund jakiś gracz zdobywa UAV grając w Ground War? Daje nam to prawie 100% pokrycia czasu gry informacją o lokalizacji graczy, czyli rzeźnia jest jeszcze większa. Zbyt mały Time To Kill, czyli ile pocisków trzeba by zabić, powoduje, że gracze umierają po sekundzie od respa, pokazując się wręcz przed twarzą wroga.

Silnik gry to kolejna dobra rzecz. Potrzebuje nieco szlifu, głównie z powodu problemów z doczytywaniem tekstur i modeli (niezależnie od kompa, przez pierwsze 30 sekund na ekranie zobaczysz model LOD postaci i często pojawiają się błędy z nagłym wczytaniem obiektów), ale dźwięki, grafika i stabilność to bardzo dobra robota. Gra w obecnym stanie działa lepiej niż Battlefield V w momencie premiery. Podaję ten tytuł, ponieważ najnowsze Modern Warfare mocno podzieliło społeczność produkcji DICE na reddicie. Tylko pamiętać należy, że do gry trzeba mieć porządny procesor. RanN ze swoim i5 czwartej generacji i GTX 1060 nie miał nawet 20 klatek na sekundę, kiedy mój Ryzen 7 1700 i GTX 1050Ti wyciągały prawie ciągle 60 klatek na "normalnych" (poziom 3/4, więc uznajmy za wysokie) w FullHD.

Godziny z multi tej gry przypomniały mi stare, dobre czasy, kiedy po szkole siadałem do komputera i ostro grałem w CoD-a, bojąc się tego nowego coda pełnego przyszłościowej technologii. Mam nadzieję, że po premierze multi będzie jeszcze lepsze i dowiem się, czy mogę robić akimbo z 1887 i nożem do rzucania, żeby robić trickshoty. Pozdrawiam was klasycznym “1v1 me rust fgt”. No i mam teraz straszną ochotę na przeróbki MLG, Doritosy i Mountain Dew.

Call of Duty Modern Warfare testowano na platformie:
Procesor: AMD Ryzen 7 1700
Karta Graficzna: MSI GTX 1050 Ti Gaming X
RAM: 8GB
System: Windows 10 Pro

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz