wtorek, 27 sierpnia 2019

Lucyfer - serial pod skrzydłami Netflixa


Netflix przejął Lucyfera na czwarty sezon po skasowaniu go przez Fox’a. Czy platforma streamingowa odda dobrze klimat komiksowego diabła? Czy się w tym nie pogubi? Pozwólcie mi zając te parę chwil na wyjaśnienie. 

Przez długi czas serial Lucyfer wraz ze swoim trzecim sezonem, który został wyprodukowany przez stacje Fox, pozostawiał niesmak. Nie mając na siebie pomysłu, nie wiemy, dlaczego dystrybutor postanowił wydłużyć sezon na 22 odcinki (+2 dodatkowe). Dostaliśmy masę bezużytecznych odcinków, na które trzeba było czekać co tydzień. Zaledwie kilka z nich sprostało oczekiwaniom widzów na całym świecie. Nie wiem – czy świadomie czy nie, ale stacja zabiła ten serial i decyzja o kasacji go była bardziej niż oczywista. 

Na szczęście  Netflix wyszedł ubrany cały na czerwono i wziął pod swoje skrzydła pechowego Lucyfera. Oczywiście wiązały się z tym obawy. Jasne, trafił w dobre ręce - Czerwone N umie “w seriale”, lecz była obawa, że N źle zinterpretuje fabułę. Całe szczęście to nie miało miejsca. Duży brat VOD wyciągnął z całej serii wszystko co najlepsze, między innymi lekkość całego tworu, dodając też coś od siebie. Netflix postawił na to, czego Fox się obawiał, na rozwój postaci wraz z wydarzeniami. No bo przecież wszyscy pamiętamy Panią detektyw, która głębi postaci nie miała wcale i była płaska jak deska. Pamiętamy również Detektywa Dupę, tak prostolinijnego jak Hodor z GoT’a, a Amenadiela naiwnego jak małe dziecko. Oczywiście są wyjątki, tym wyjątkiem była Maze. Diablica pojawiła się na ekranie w trzecim sezonie, co podniosło poziom serialu odrobinę. Natomiast teraz, możemy “dzięki Bogu” o tym zapomnieć. 

Najnowszy sezon nie był w zupełności resetem dla całej serii, choć w pewnym sensie można go tak traktować. Scenarzyści naprawdę pięknie pociągnęli i rozwinęli wątki z poprzedniego sezonu. Oczywiście zdarzały się początkowo błędy techniczne i montażowe, takie jak gasnące światło, złe cięcia. Lecz zostały one naprawione wraz z czasem. Z odcinka na odcinek serial się rozwija. Nie zrezygnowano oczywiście ze spraw detektywistycznych, a one jak nigdy, rozwijały postacie i podkreślały cechy bohaterów. A ci, jak na 10-odcinkowy serial, wybrzmiewali bardzo dobrze. Od prób radzenia sobie z diabelskością Lucka poprzez pojawienie się nowej bohaterki, do udanego finału. W tym zamieszaniu twórcy nie powstydzili się dodać parę soczystych one-linerów czy też easter eggów do popkultury. Czasem też widzowie mogą się dać strollować przez twórców; Epizod początkowo konstrukcją przypomina durne odcinki z poprzedniego sezonu, by po pewnym czasie dać nam kopa zmieniającego naszą perspektywę. 

Najważniejszy oczywiście jest nasz Diabeł. Niby jest cały czas zapatrzonym w siebie narcyzem, lecz z każdym epizodem zachodzą pewne zmiany. Skupienie się na psychologii postaci to rzecz, której w poprzednich sezonach bardzo brakowało. Lucyfer jak zawsze, nie stroni od alkoholu i od seksu, ale w końcu jego "oblicza diabła" to nie tylko pusty frazes. Dlatego też możemy zobaczyć jaki jest groźny i niebezpieczny. Twórcy przy okazji zaserwowali nam kilka scen z niezłą choreografią co jest naprawdę dużym plusem. Wreszcie w 4 sezonie jest diabłem! Umarł król, niech żyje król! 

Fani relacji Lucyfera z Panią Detektyw powinni być wniebowzięci. Udało się w końcu podejść należycie do tego wątku. Przez co aktorka grająca omawianą postać, Lauren German pokazuje maksimum swoich umiejętności aktorskich. Oczywiście zdarzają się momenty gorsze dla tej aktorki, ale jest ich zdecydowanie mniej. Radzenie sobie z widokiem prawdziwego Lucyfera i parę innych wątków dodaje wiele do rozwoju postaci. 

Została jeszcze Maze, która jest niezmiennie dobra. Każde jej pojawienie się w serialu dodaje swoistego uroku - czasami humoru oraz grozy. Wraz z Espinozą tworzą jeden z najlepszych wątków w serialu. Warto wspomnieć o nowym nabytku serialu. Jest to Ewa (TA Ewa... od Adama), która wprowadza niezłe zamieszanie. Ma ona kluczową rolę w tym sezonie i dobrze się z tego wywiązuje. 

Kończąc tą recenzję, należy stwierdzić jedno. Ten sezon miał moc, której nikt z nas nie mógł się spodziewać. Odchudzenie fabuły do 10 odcinków, dobry scenariusz, lepsze efekty specjalne, fajne rozwinięcie postaci oraz ciekawe sceny walki dały nam Lucyfera, na którego czekaliśmy, a o tym nie wiedzieliśmy. Lucyfera, na którego każdy fan serii zasługuje. Serial jest dobrym przykładem na to, że warto dać drugą szansę jakiemuś dziełu, bo może to się przerodzić w coś pięknego. Jak brzydkie kaczątko w ładnego łabędzia.

2 komentarze:

  1. Podobał mi się pierwszy sezon, drugi do pewnego momentu, a później już o nim zapomniałam i nawet nie wiedziałam, że go kontynuowano. Ale tak jak piszesz, może warto dać Luckowi drugą szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez trzeci sezon się brnie trudniej, ale jak już go obejrzysz, nawet jednym okiem to przejdziesz do ziemi obiecanej, jaką jest 4 sezon. W planach też jest 5, ostatni.

      Usuń