środa, 21 sierpnia 2019

Absurdalne abonamenty, które musimy płacić by grać!


Wiem, tytuł może być mylący. Niektórzy po spojrzeniu na niego przetrą oczy ze zdumienia i pomyślą: “halo, przecież nie płacę za granie w żadną grę, którą mam już w bibliotece Steama”. Bo ten problem nie dotyczy graczy pecetowych (i bardzo dobrze). Jest to bolączka która dotknęła tą generację konsol i sprawia że gracz, mimo posiadania gry w bibliotece cyfrowej bądź w pudełku, i tak musi wydawać dalej pieniądze, aby móc się nią cieszyć.



Tylko w jaki sposób niby twórcy przymuszają nas do płacenia w zamian za możliwość grania w grę, którą już posiadamy? Tutaj trzeba będzie zacząć od początku. Xbox 360 był pierwszą konsolą, która wymagała opłacania abonamentu, żeby móc grać z innymi graczami przez sieć (Xbox Live Gold). Microsoft już wtedy zwęszył interes i wzrost popularności gier multiplayer, podczas gdy u Sony wszystko jeszcze było w miarę normalnie. Playstation Plus może i istniał na Playstation 3, ale nie był obowiązkowy do grania po sieci, po prostu był usługą, która dostarczała zainteresowanym kilka gier miesięcznie.

W tej generacji to się zmieniło. Sony również żąda teraz zapłaty w zamian za dostęp do sieciowych aspektów naszych gier. Ba, nawet Nintendo, uważane przez niektórych za prawdziwą ostoję staroszkolnego grania, ma swój własny abonament do gier sieciowych, który poza tym dostarcza użytkownikom darmowe retro-produkcje. I w sumie już samo to zjawisko jest pewnego rodzaju absurdem, ponieważ mimo posiadania gry, przykładowo w pudełkowym wydaniu, nie jesteśmy w stanie bez dodatkowych opłat, cieszyć się nią w pełni. Bez abonamentu nie zagramy we wszystkie tryby naszej ulubionej strzelanki, co oznacza że zapłaciliśmy za całą zawartość, ale póki nie wykupimy Plusa/Golda, to mamy dostęp do co najwyżej kampanii fabularnej i gry z botami.

Ale tak było kiedyś, ponieważ granica absurdu ma to do siebie, że z czasem się przesuwa, i to nie w tą stronę, w którą byśmy chcieli. W ciągu ostatnich kilku lat wyszło sporo gier z budżetem AAA, które nie posiadają kampanii fabularnej, albo nawet jakiejkolwiek opcji rozgrywki bez połączenia z internetem. Przykłady? Overwatch, Fallout 76, Anthem. Co jeszcze łączy te wszystkie gry? A no przykładowo, że kupując ich konsolowe wydania, zobaczymy mały podpis, że owy tytuł wymaga opłaconej subskrypcji Gold/Plus, żeby móc jakkolwiek w naszą grę grać. Więc bez dodatkowych kosztów sobie nie pogramy. Co jest jeszcze bardziej absurdalne - we wszystkie te tytuły da się grać samemu. W Overwatchu ustawicie sobie boty, w Falloucie możecie zagrać sami, bez innych ludzi, a w Anthemie sami możecie poznać fabułę.

Czemu w tych tytułach zastosowano takie ograniczenia? Tego nie wie nikt. Dodatkowo problem bardzo łatwo jest rozwiązać, co pokazują takie gry jak Rainbow Six Siege czy też Destiny2. Mimo nastawienia na rozgrywkę w sieci, twórcy wiedzą, że zawsze znajdzie się ktoś, kto lubi grać samotnie, nawet w takie tytuły. A skoro tacy samotnicy nie opłacają abonamentu, to wymóg owego do gry byłby nieopłacalny, i odstraszałby potencjalnego klienta. Poza tym - zakładam że większość graczy woli zapłacić raz, i dobrze się bawić, niż rozdrabniać się i co miesiąc opłacać jakieś abonamenty, nawet jeśli przez to gra byłaby tańsza na premierę (tak oczywiście nie jest, gry z wymogiem abonamentu sprzedawane są w pełnej cenie).

Dużo zależy od podejścia twórców. Sądzę że wymóg jakiegokolwiek abonamentu nie jest częścią żadnego spisku mającego na celu ubezwłasnowolnienie gracza i zmuszanie go do płacenia, a raczej jest wynikiem zwyczajnego braku empatii ze strony twórców oraz wydawców. Dzisiejsze wysokobudżetowe tytuły nastawione są na maksymalizację zysków, ponieważ ich produkcja jest kosztowna. Gry nie zawsze tworzone są od graczy dla graczy - często są to skomercjalizowane dzieła mające na celu zadowolić finansowo inwestorów i twórców w równym stopniu, co klientów. A tych nie zadowoli opinia, ani szczęście graczy, a zysk. Gdyby ktoś mocno empatyczny siedział w zespole pracującym nad jakimś tytułem, mógłby dojść do wniosku, że przecież to absurdalne, on i tak gra samemu, dlaczego ma za cokolwiek płacić? Ale widocznie takich osób znalazło się za mało, żeby cokolwiek zmienić, i stąd w niektórych tytułach znalazły się takie absurdalne wymagania.

Dla niektórych nie będzie to problem. „Ee tam, i tak mam opłaconego plusa na cały rok”. Rozumiem dlaczego nie widzą oni niczego złego w takich zagrywkach - w końcu przez cały przyszły rok są bezpieczni i potem znowu opłacą kolejny. Ale są też inne przypadki, kiedy to przykładowo gracz wydał ostatnie pieniądze na swój wymarzony tytuł, i na abonament nie ma już z czego wyłożyć. I właśnie w takich przypadkach, przydałoby się trochę empatii ze strony twórców.

Znam tylko jeden przypadek, gdzie takie wymaganie jest uzasadnione, a jest to The Elders Scrolls Online. To logiczne że gra jako MMO nie oferuje nic dla pojedynczego gracza, który musi być na serwerze razem z innymi - w końcu to charakterystyka tego gatunku, więc tutaj żądanie abonamentu można wybaczyć. A jeśli już mówimy o odmiennych przypadkach to muszę tutaj zganić Microsoft, ponieważ jako jedyni w tej branży wymagają opłacania subskrypcji za to, żeby móc grać przez sieć w tytuły free-to-play. Na Playstation 4, bądź na Switchu pogracie sobie w takiego Fortnite’a czy inną darmową grę rzeczywiście za darmo. Ale nie na Xboxie One, tam bez abonamentu nie przejdziecie nawet przez ekran startowy. Absurdalne, prawda?

I jest mi zwyczajnie przykro, bo wiem, że za dużo się w tym kontekście nie zmieni. Ludzie nadal będą opłacać abonamenty żeby grać po sieci, ponieważ nie mają innego wyboru jeśli chcą grać. Wśród tych ludzi będę także i ja, ponieważ lubię sieciowe shootery na konsolach, a bez abonamentu nawet ich nie uruchomię. Jednak zawsze jest jakaś alternatywa - możemy zagłosować portfelem - i przykładowo, jeśli mamy odpowiedni sprzęt, kupić pecetową wersję gry, która abonamentu nie wymaga. Albo nie kupować gry wcale, przecież bez opłaconej subskrypcji i tak w nią nie zagramy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz